Boże Narodzenie w wersji slow

Boże Narodzenie

Dla nas, Polaków, Boże Narodzenie kojarzy się z karpiem, choinką, kolędami czy makówkami. Ale wiadomo, że „co kraj to obyczaj” i już nasi zagraniczni sąsiedzi obchodzą święta inaczej. Kłopot jest wtedy, gdy pod jednym dachem, żyją osoby z różnych kultur… Co wtedy zrobić? Mix dwóch różnych tradycji? Czy całkiem nowe? Albo raz jedne, a raz drugie? Opcji jest wiele. A jak jest u nas?

Faza 1: Raz moje tradycje, raz twoje

Na początku naszej znajomości zastosowaliśmy zasadę na przemian. Więc jednego roku na stole pojawiały się hiszpańskie przysmaki (owoce morza, ośmiornica, nawet mały świniak!). a następnego był barszcz, pierogi i karp. Nawiasem mówiąc, bardzo mnie zdziwiło, że w Hiszpanii w Wigilię je się też mięso. Ta opcja była bardzo fajna, bo dzięki temu poznaliśmy zwyczaje drugiej strony, ale wiązała się z dużym stresem. Przede wszystkim, kupno owoców morza w Austrii nie jest takie łatwe. Po drugie, ta druga strona czuła zawsze, że takie święta nie są takie „prawdziwe”. Nie czuliśmy, że było to rozwiązanie dla nas…. 

W Hiszpanii kolacja wigilijna zaczyna się najwcześniej o 20.00. dla ,mnie było to bardzo dziwne. Za to, mój mąż nie mógł zrozumieć, dlaczego czekamy na pierwszą gwiazdkę w Polsce i jemy kolację tak wcześnie… Tu muszę dodać, że nigdy nie próbowaliśmy austriackiej opcji bożonarodzeniowej. W Wigilię je się tutaj zupę z kiełbasą (jakoś nas to nigdy nie przekonało).

Faza 2: Mieszanka Bożonarodzeniowych zwyczajów

Następnie, postanowiliśmy mieszać nasze zwyczaje. Wyglądało to tak, że obok krewetek i ośmiornicy były na stole pierogi, Opcja bardzo fair, ale zazwyczaj wiązało się to z przygotowaniem zbyt dużej ilości jedzenia i każde z nas próbowało przeforsować więcej swoich zwyczajów. Trochę stresująca sytuacja.

Faza 3: Boże Narodzenie w wersji slow

Ostatecznie doszliśmy do wniosku, że Boże Narodzenie to nie czas na promowanie swojej kultury. Jest to czas, w którym powinniśmy odpocząć, zrelaksować się oraz cieszyć się swoim towarzystwem. Nie chodzi tu przecież o super fotki na instagram, jak to wiele potraw przygotowaliśmy. Chodzi tutaj o coś więcej: o wykorzystanie tego czasu na poznanie członków swojej rodziny i skupienie się na nich. Boże Narodzenie daje nam okazję na bycie tu i teraz razem. Jest to najdroższy prezent, który możemy otrzymać od losu.

I tak Boże Narodzenie 2020 to czas, w którym cieszymy się z bycia razem. W którym przygotowaliśmy jedną potrawę, ustaloną wcześniej, która w ogóle nie jest podawana na święta, Ale my ją lubimy. Po kolacji tańczyliśmy i śpiewaliśmy. Potem, dzieci od razu wypakowały wszystkie prezenty i się nimi bawiły, dając mnie i mężowi czas na odpoczynek na sofie z kieliszkiem winka. Nigdzie się nie spieszyliśmy. Po prostu chłonęliśmy każdą minutę. Nie myśleliśmy o przeszłości, ani nie przejmowaliśmy się przyszłością. Ten czas należał tylko do nas. 

Dlatego był to dla mnie czas taki typowo slow, w którym się delektowaliśmy chwilą obecną i prostym (ale smacznym!) jedzeniem. Nie spieszyliśmy się, nie przygotowaliśmy wiele potraw (tylko jedną), nie sprzątaliśmy każdego skrawka mieszkania, nie kupowaliśmy wielu ozdób świątecznych… I najważniejsze: nie stresowaliśmy się świętami!

W góry z dziećmi – czyli jak motywować kilkulatki do chodzenia po górach?

Tytuł trochę mylący, bo nie będę tutaj pisała o różnych formach wychowania, które mają skutecznie motywować maluchy do tej aktywności fizycznej. Skupię się na moim doświadczeniu, błędach (tak!) oraz obserwacji swoich czy innych dzieci. Ostatnio wybraliśmy się w góry z dziećmi, na Feilkopf, niewielki szczyt przy Achensee. Oprócz naszych maluchów (czterolatki i dwulatka), było z nami parę innych dzieci z rodzicami: dwie pięciolatki, trzylatka i dwulatka. W trakcie całej wyprawy obserwowałam dzieci oraz ich zachowanie, dlatego chciałam się podzielić moimi spostrzeżeniami oraz wskazówkami. Może okażą się one przydatne również dla was!

Piękne góry można podziwiać z dziećmi

Jezioro Achensee i jego okolice to idealne miejsce na górskie wyprawy, i dla początkujących, jak i zaawansowanych wspinaczy. Ilość tras jest tak duża, ze aż trudno się zdecydować. Latem można spotkać tu wielu turystów. Ale od września jest ich znacznie mniej. I można na spokojnie podziwiać jesienny krajobraz, który, moim zdaniem, jest przepiękny. Bogactwo kolorów: złotego, czerwonego, brązowego oraz promienie słońca odbijają się w tafli jeziora, które jest usytuowane między szczytami. Złota, tyrolska jesień może dostarczać niezapomnianych widoków. Szczególnie, gdy w tle widać już ośnieżone góry.

Widok na Achensee ze szczytu Feilkopf

Feilkopf jest szczytem o wysokości 1562 n.p.m. A naszą wędrówkę rozpoczęliśmy z parkingu na poziomie 980 n.p.m. Oznacza to, że czekało nas ponad 500 m różnicy wysokości (w sumie ok 13 km wędrówki tam i z powrotem). Już nawet dla dorosłych może to już być nie lada wyzwanie, a co dopiero dla cztero- pięciolatków! Nasze dwulatki pokonały większość trasy wygodnie w plecaku, choć tez część trasy przeszły pieszo. Mogę się nawet pokusić o stwierdzenie, że zrobiły ok. 3 km. Trzylatka trochę pomarudziła i pokonała polowe trasy, a reszta zrobiła 13 km pieszo i to nawet czasem w podskokach.

Droga była dość łatwa: częściowo była ona szeroka I idealna dla rowerów górskich, a częściowo szliśmy przez wąską, leśną ścieżką wśród liści i konarów drzew. Włącznie z przerwa na szczycie potrzebowaliśmy ponad 5 godzin. Jestem bardzo dumna z naszych dzieci, że udało im się pokonać taki kawał drogi w większości bez narzekania i z uśmiechem na ustach. Co spowodowało, że dzieci były takie chętne do chodzenia?

Jak góry mogą zmotywować dzieci?

Według mnie jednym z najważniejszych czynników, żeby dzieci chodziły po górach jest aktywność rodziców. Dzieci są naszą małą kopią. One nie robią, tego co im mówimy, tylko to, co my sami robimy. Tak więc, jeśli chcemy, by nasze dzieci były aktywne, sami musimy zadbać o ruch. Trzeba im pokazać, że takie paru kilometrowe trasy są całkiem normalne. Ja zaczęłam chodzić w góry z moją córką w chuście jak już miała ona trzy miesiące. W momencie, gdy potrafiła dobrze trzymać główkę, zaczęły się nasze wycieczki górskie. Oczywiście, mam ta przewagę, ze mieszkam w górach, ale nawet w mieście można spacerować z dziećmi w parku i zrobić z nimi parę kilometrów.

Bardzo ważnym aspektem jest również obecność innych dzieci. Jest to jedna z największych motywacji, jeśli chcemy zachęcić dziecko do zrobienia czegoś, nie tylko do sportu, ale też do innych czynności. Dzieci razem mają wielką moc, silniejsze może wspomóc te słabsze. Dziewczynki biegały razem po ścieżce leśnej, wspólnie ustalały, kiedy zrobić przerwę i jak długo, motywowały się, żeby dojść na szczyt, mimo że pod koniec wędrówki były już zmęczone.

Dobrą opcją jest dać starszym dzieciom trochę swobody. Niech idą swoim rytmem. Trzeba im pokazać, że im się ufa. Bo przecież, jeśli dziecko ma zrobić paręnaście kilometrów, to może samo zdecydować, jak zaplanować sobie taką trasę. To my, dorośli, jako osoby silniejsze i bardziej wytrzymałe musimy się dostosować do dziecka.

I kolejna rzecz to słuchanie dziecka. Jeśli danego dnia, dzieciak ma słabszy dzień, to można po prostu odpuścić. Zamiast całej trasy, można przecież przejść tylko pół czy mniej. Wejście na górę z dzieckiem to ma być przyjemność i ma przypominać dziecku miłe wspomnienia. 

„To droga jest celem samym w sobie”

Każda aktywność fizyczna, nawet góry z dziećmi, musi być ciekawa dla dziecka. Dlatego chodzenie po górach z dziećmi nie może być nudną, wielogodzinną czynnością, której celem jest zdobycie szczytu. W przypadku dzieci idealnie sprawdza się znane powiedzenie: „To droga jest celem samym w sobie”. I tak to właśnie wygląda w praktyce. Im więcej na szlaku: patyków, kamieni, korzeni, robaków, liści, ptaków, motyli, kwiatów i wiele innych „dziecięcych skarbów”, tym trasa będzie przyjemniejsza i możliwa do pokonania bez narzekania. Dlatego staram się zawsze wybierać szlaki leśne czy przy rzece, żeby w chwili zniechęcenia przez dziecko zaciekawić go czymś interesującym. Tylko trzeba zdać sobie sprawę z jednej rzeczy! A mianowicie, taka wycieczka będzie dużo dłuższa niż się wydawało, ale za to dużo przyjemniejsza. I o to przecież chodzi!

Korzyści dla dzieci i rodziców

Chodzenie po górach daje nam możliwość pokazania dziecku natury, nauczenia go wytrwałości i radzenia sobie w trudnych sytuacjach (jaką jest zmęczenie). Uczy go też pokonania własnych granic (przez wybieranie coraz ambitniejszych tras). I może czasem są momenty, kiedy marudne dzieci dają nam w kość. Albo kiedy zaczyna płakać czy usiądzie na ziemi i dalej nie pójdzie… Tak, to nie jest łatwe! Jednakże radość i duma z dziecka, kiedy dotrze na szczyt, przewyższa wszystkie negatywne emocje, które mogą pojawić się w trakcie drogi. Góry z dziećmi mogą być przyjemną opcją na spędzenie razem cudownych chwil, których nie zapomnimy nigdy.